Translate

czwartek, 7 września 2017

Fraszki



O skromności:
Sama sobą się gorszę
Rzekła moja Pani wsiadając do Porsche
--------
Marzenie z krainy Geriatrii:
Kiedyś wezmę Cię w ramiona
Obym tylko w nich... nie skonał
--------
O przemijaniu:
Dobrą zupkę już gotuję
choć w jelitach się zepsuje
Smaczne weszło, brzydkie wyjdzie
Co mi z tego dzisiaj przyjdzie?



Obym tylko w nich... nie skonał


czwartek, 13 lipca 2017

Dotknięcie jaszczurki

 
    Były to słodkie lata. Miałem wtedy około 20 wiosen i nieposkromioną chęć poznawania różnych aspektów życia.  Byłem wtedy mocno pod urokiem pięknej płyty zespołu King Crimson "Lizard". Z upodobaniem słuchałem tej muzyki, wpatrując się od czasu do czasu, jak kręci się czarny krążek na talerzu gramofonu Unitra G-8010. Któregoś dnia 1984 roku, kolega, miłośnik bluesa, rocka, piwa i środków poszerzających zmysłowe doznania, przyniósł kilka papierosów z własnoręcznie wyhodowaną "trawką". Nie znano wtedy szerzej dopalaczy, a młodzi ludzie jeśli koniecznie chcieli, sięgali po marihuanę. Tego fatalnego południa sączyłem dość podłe piwo browaru szczycieńskiego o patriotycznej nazwie "Jurand". Po kilku butelkach i może dwóch wspólnie wypalonych papierosach, świat zawirował mi przed oczami. Zanim zaczęliśmy te eksperymenty, włączyłem czarnego placka - oczywiście "Lizard". Wkrótce leżałem ogłuszony niewielką porcją narkotyku. Do dziś pamiętam, jak niesamowicie wyostrzył mi zmysły, słuch rejestrował każdy szmer z większą czułością, a dotyk towarzysza, który chciał sprawdzić czy żyję, był niczym papier ścierny granulacji 16 ;). Czułem lekkość, podobną do tej, jaką daje alkohol, jednak bez jego ciężaru na żołądku. W końcu jednak (Lizard cały czas pogrywała w tle, niczym prawdziwa jadowita jaszczurka, kąsając moje uszy brzmieniami wybitnie udziwnionymi) postanowiłem wyrzucić z siebie wszystkie te nienaturalne doznania. Miałem wrażenie, że to ze mnie śmieje się Robert Fripp na końcówce "Indoor Games" i podbiegłem do okna. Kolega zdążył złapać mnie za stopy, inaczej nie byłoby co zbierać po tym skoku z czwartego piętra. Wyleczyło mnie to do końca życia z tego typu eksperymentów, ale nie z miłości do muzyki z płyty "Lizard" King Crimson ;).


poniedziałek, 3 lipca 2017

Rower

      Ostróda to miasto uczciwych ludzi. Przekonałem się o tym po raz kolejny. Wracałem tydzień temu rano z pracy jak zawsze - rowerem. Zrobiłem zakupy, odwiedziłem rodzinę, dzień minął bardzo szybko. Następnego dnia po obiedzie chciałem podjechać do jakiegoś marketu. Schodzę do piwnicy - roweru brak. Stoję więc lekko ogłupiały, z mieszanymi uczuciami. Gdzie go mogłem zostawić? Odtworzyłem w pamięci dwa ostatnie dni. No tak... Na pewno byłem w poniedziałek pod małą Stokrotką. Cóż, to po drugiej stronie ulicy. Idę więc do minimarketu i... rower stoi sobie pod sklepem grzecznie, od 36 godzin, niczym nie zabezpieczony. It's fine!
    Gwoli prawdy dodać należy, że rower miał tak zardzewiałe blachy, że był po prostu poniżej standardu miejscowych zbieraczy złomu :) :) :).
Klika dni później kupiłem kolejny dwukołowy pojazd, w doskonałej kondycji, więc tym razem będę bardziej uważał.

piątek, 30 czerwca 2017

Przyjazna ciemność

 
    To był dzień jak co dzień. Pewne sprawy poszły znakomicie, inne dobrze, ale były i takie które nie dały mi radości. Przed północą położyłem się spać. Psotek przyszedł mnie obudzić płaczliwym miauknięciem. Nawet specjalnie się nie gniewałem, któż bowiem może wiedzieć o co chodzi kotu?
W końcu zasnąłem, a marzenie senne pojawiło się od razu...
To była ciepła, bardzo ciemna noc. Ale nie miałem problemów z odnalezieniem się w terenie. Wiedziałem że to okolica ul. Czarnieckiego, a kieruję w stronę jeziora Sajmino. W jakim celu idę? Wydawało mi się że do pracy. W pewnym momencie przestałem cokolwiek widzieć. Stanąłem w miejscu i poczekałem, aż moje oczy wychwycą fragmenty znajomego krajobrazu. Tu powinno być przejście, jakby dziura w siatce, tymczasem zauważyłem, że pod nogami mam stertę suporeksów i stoję na nich, około trzech metrów powyżej reszty terenu. Nie dziwiła mnie absurdalność tej sytuacji, byłem zrelaksowany, a otaczający mnie mrok wydawał się nawet przyjazny. Niżej widziałem budkę strażnika, który chyba mnie zauważył, ale nie reagował w jakikolwiek sposób. Chwilę stałem spokojnie, obserwując otoczenie i zastanawiając się jak zejść z palety cegieł. Chwyciłem kawałek czegoś podobnego do eternitu, stanąłem na nim, rozbujałem i jak na nartach zjechałem bezpiecznie w dół, zeskakując w ostatniej chwili cało na ziemię.  Odczułem sporą satysfakcję z tego wyczynu. Po zrobieniu kilku kroków znalazłem się na zewnątrz placu budowy. Rozerwana siatka ogrodzenia aż prosiła się o to, aby chociaż prowizorycznie ją połączyć, więc spiąłem ją  i... obudziłem się. No tak, mamy już 0.40, pierwszy lipca.  Za oknem dalej wiatr i deszcz, a kot znów miauczy. Dam mu więc jeść i zapiszę ten bardzo wyraźny sen.


niedziela, 19 marca 2017

Historia jaką lubię

     
   Filmy historyczne są bez wątpienia bardzo popularne. Często występują w nich znani i lubiani  aktorzy, którzy dzięki takim filmom  są jeszcze bardziej znani, lubiani i… bogaci.  Kinomani z upodobaniem oglądają stworzone kosztem wielu milionów dolarów wielkie widowiska, gdzie walczą historyczni przywódcy, a reżyserzy starają się oddać wszelkie szczegóły z należytym realizmem. Zobaczyć więc można, jak brutalni wojownicy odcinają przeciwnikom głowy, a kończyny oderwane od korpusu fruwają w powietrzu.  Między innymi dlatego unikam takich obrazów, choć historię jako taką bardzo lubię. Osoby mające podobną mi wrażliwość ucieszy pewnie fakt, że od paru lat kręcone są filmy historyczne, które pokazują dawne wydarzenia  nie szokując widza przemocą. Opowiadają o czasach ucisku, bez niepotrzebnej brutalności.

Chciałbym dziś polecić czytelnikom dwa obrazy, które warto zobaczyć.




   Pierwszy z nich pt.: „Chodźmy dzięki wierze, a nie dzięki widzeniu” opowiada historię chrześcijan z I wieku naszej ery, mieszkających w Jerozolimie. Ponieważ scenariusz nie przewidywał rozbudowanych scen walk (nakręcono je oczywiście), uwagę można skupić przede wszystkim na psychologicznych aspektach ludzkich poczynań. Na przykładzie dwóch rodzin ukazano różne postawy, priorytety jakimi kierują się bohaterowie i konsekwencje ich wyborów. Przyjaciele: Szemuel i Nacham, podobni są tylko w jednym - obaj martwią się o życie swoich rodzin. Poza tym, różnią się całkowicie. Kolejne fragmenty filmu ukazują ich w codziennym życiu, jak szykują się do opuszczenia Jerozolimy oraz ich losy podczas emigracji do małego miasteczka w górach. O ile Szemuel nie ma wątpliwości co robić, Nacham jest ciągle wewnętrznie rozdarty. W końcu podejmie decyzję która będzie brzemienna w skutkach. W filmie ciekawie ukazano relacje międzyludzkie: rodzinne animozje między Szemuelem a jego szwagrem Berią - patriotycznie usposobionym żołnierzem żydowskim, oraz agresję strażników wobec chrześcijan. Krzepiące są sceny podziału żywności w Pelli, troska starszych zboru o dobro każdej rodziny. Ludzie z krwi i kości kierujący się wiarą i zasadami, oraz obcy, nie rozumiejący ich bezbożny świat. Końcówka tego dramatu na zawsze pozostaje w pamięci.




  Pełne emocji jest również drugie widowisko pt.: „Jehowo, (...) w tobie pokładam ufność”. Film oparty na biblijnej relacji z Księgi 2 Królów opowiada historię nieudanego podboju Jerozolimy przez asyryjskiego władcę Sancheriba. Wydarzenia koncentrują się wokół króla Ezechiasza, który stara się obronić miasto przed silniejszym najeźdźcą. Ezechiasz jest dobrym przywódcą, który interesuje się swoim ludem. Ma czas na rozmowy z dziećmi, układa strategię w gronie doradców, modli się. Przede wszystkim jednak przezywa rozterki i ciężar wyborów wyraźnie go przygniata, tym bardziej że niektórzy jego rodacy go wprost krytykują. Czy poradzi sobie w obliczu kryzysu militarnego i na kim oprze swoje nadzieje? Aktorzy zagrali emocjonalnie i ich dialogi podnoszą napięcie. Wyraziste kwestie króla Ekronu - Padi, posłów asyryjskich  - robią należyte wrażenie.  Dla osób nieznających tej historii, spektakularne zakończenie może zaskoczyć.  Historia więc nie tylko dramatyczna ale i pouczająca. Dodać warto, że nie podano nazwisk aktorów obu obrazów, a ich praca była aktem wolontariatu. Dzięki temu można skupić się na treści, a nie na ludziach ją odgrywających.

Polecam wszystkim którzy szukają mądrych opowieści z przesłaniem.


niedziela, 12 marca 2017

Kult upadłych stworzeń

 
     W ostatnich dekadach nastąpił szybki rozwój techniki komputerowej i efektów specjalnych. Jak grzyby po deszczu powstają filmy o superbohaterach.  Szczególnie obficie w USA. Młodym i starszym kinomanom proponuje się więc w nieprzebranej mnogości przygody ludzi obdarzonych niezwykłą mocą. Czegoż to oni nie potrafią! Wymieniać można długo, lepiej jednak zadać sobie pytanie: czy człowiekowi tak naprawdę potrzebne są skrzydła, stalowe ręce, czy niebieska skóra? Tak im lepiej? Nie wierzę. Bohaterowie ekranizacji komiksów podlegają ograniczeniom jakie posiadają ich pomysłodawcy. Mają wady, słabości, a czasami nawet dylematy moralne. Jednak kino widowiskowe chyba źle się czuje w parze z intelektualną głębią i stawia przed sobą inne cele. Jakie? Bezdyskusyjnym marzeniem producentów są oczywiście duże dochody, a w swojej treści stawiają na oszołomienie odbiorcy feerią pomysłów. Światy wygenerowane za pomocą łączenia różnych technik:  FX, CGI, blue screenów i wielu innych, mają stworzyć iluzję nowej rzeczywistości i faktycznie łatwo oszukują oko. Jednak przerażające jest, jak często bardzo sympatyczni bohaterowie wyciągają broń i jakby od niechcenia zabijają innych ludzi. Ta pogarda dla cudzego życia uderzyła mnie już w filmie  "Poszukiwacze zaginionej arki", gdy Harrison Ford wyciąga zamiast bata pistolet i beznamiętnie strzela do wymachującego mieczem przeciwnika (reakcja - publiczność w kinie się śmieje). W kinie fantastycznych super heroes jest to już niestety standardem.  Momenty gdy Superman zdejmuje kota z drzewa, należą do rzadkości. Lepszą oglądalnością będzie się cieszyć scena, gdzie Lord Vader niszczy całą planetę. Rzesze nadludzi ratują Ziemię przed zagrożeniem z kosmosu, z innego wymiaru, z morza i tylko reżyser wie skąd jeszcze... Jednak zazwyczaj końcowa sielanka trwa tylko do następnego zagrożenia. Skłania mnie to refleksji, że ludzie tak naprawdę nie mają pomysłu na bezpieczne życie.  Płodzą światy pełne niegodziwości, gdzie komputerowo wspomagani mesjasze walczą z podobnymi sobie w mocy wyznawcami Zła, a wojnie tej nie ma końca...
   Skąd ta fascynacja kultem nadludzi? Jest stara jak człowiek. Wywodzi się od Nefilimów, gibborim, biblijnych mocarzy, potomków upadłych aniołów i ziemskich kobiet. Siali oni strach na ziemi i powalali ludzi. Wyginęli w potopie. Jednak legendy o nich przetrwały w greckiej mitologii. Czasami wspomagana magią (Dr. Strange), do dziś dnia wynaturzona siła i przemoc ma swoje odzwierciedlenie właśnie w kinie bohaterów. Jest inspirowana z tego samego demonicznego źródła, które pchnęło Kaina do zabicia swojego brata Abla. Warto więc zastanowić się czasami gdy ktoś się nas spyta, czy to jest dobry film - widowisko gdzie giną setki ludzi.
  grafika - żródło

czwartek, 29 października 2015

22) Moje wiersze: Pokonać strach

Towarzyszy już od dziecka
I ma bardzo wielkie oczy
Groźny niczym broń radziecka
Jest też bratem każdej nocy

Kiedy szybko wpadasz w trwogę
Która się przeradza w strach
Ja pokażę słuszną drogę
Złą emocję wdepczesz w piach

Przeciwieństwem tego stanu
Bezprzykładna jest odwaga
Nawet pośród łkań sopranu
Wyjść z kłopotów ci pomaga

Wiedzę uczyń ważnym wątkiem
Zrozum kilka dużych spraw
Pojmiesz kto jest jej początkiem
I zaufasz mocy Jah

On jest dawcą oraz wsparciem
W chwili dobrej i tej złej
Doda siły wręcz lamparciej
Nie zapomnij nauki tej!

niedziela, 7 czerwca 2015

Colin Kapp - Formy Chaosu




   W ostatnich latach na ekranach kin królują herosi rodem z amerykańskich komiksów. Produkcje z ich udziałem kosztują miliony dolarów i są pełne oszałamiających efektów specjalnych. Wydają mi się jednak jałowe w porównaniu z niektórymi starymi, dobrymi książkami z gatunku SF. Pisarze tacy jak Alfred Bester, Clifford D. Simak, czy Roger Zelazny w powieściach potrafili wykreować równie barwne światy, co te proponowane przez telewizję HD. Ich książkowi bohaterowie przeżywają przygody, które dostarczają wysmakowanej intelektualnej rozrywki. W odróżnieniu od filmów, idee spisane na papierze nie starzeją się szybko. Do jednej z takich udanych pozycji wracam regularnie.

  Colin Kapp zaistniał w świadomości polskich czytelników za sprawą miesięcznika "Fantastyka". Opublikowane w latach 80. "Formy Chaosu" zdobyły autorowi wielu nowych zwolenników. Książka z gatunku space opera okazała się świetną pożywką dla wyobraźni. Colin lekką ręką kreśli w niej śmiałą wizję świata kosmicznych podbojów. Postaci ukazane są w ciągłej akcji; nagłe jej zwroty nie pozwalają czytelnikowi głębiej odetchnąć. Oś wydarzeń toczy się wokół Brona, żołnierza Komanda, który rzucony w wir wojny, stopniowo dowiaduje się o swojej wyjątkowej roli w strumieniu czasu. Świat opisany w książce to typowo męska domena. Ludzie w nim są twardzi, szanują siłę, odwagę i wytrzymałość na ból. Wątek romantyczny jest ledwo zarysowany. Wybranka serca połączona jest z Bronem kanałem biotronicznym. Tworzy się w ten sposób niejako nowa jakość, fragment zbiorowej świadomości. Bohater, zajęty lawirowaniem między ruinami Onaris czy też eksterminacją planet, nie ma czasu na seks. Autor książki ujawnia swoją wielką fascynację technologią i próbuje logicznie spiąć niuanse nauki o formach Chaosu. Nic tu nie jest tak naprawdę stałe i świat Brona ulega ciągłym deformacjom. Niezniszczalna natomiast wydaje się centralna postać książki. Mimo, że agent Sił Specjalnych Komanda, Bron Haltern, jest więźniem Niszczycieli i telepatycznego przekaźnika, to narzuca wszystkim wokół swoją wolę. Kapp lubi swojego bohatera i co rusz zmusza wrogów do okazywania mu szacunku. W pewnym momencie Cana, szef antagonistycznej formacji, zwraca się do Brona takimi słowami:
   "Od kiedy cię poznałem, straciłem wszelką pewność którą dotąd miałem o życiu i naturze Wszechświata. Ty nie stawiasz czoła ryzyku. Ty je ugniatasz tak, żeby spełniało twoje zachcianki i potrzeby. Jesteś najstraszliwszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem".
  Ta megalomania towarzyszy Bronowi przez cały czas. Komandos, prawiący filozoficzne teksty o entropii kosmosu, podejmuje walkę z przeciwnikiem i zmienia w pył całe układy planetarne (tu polecam spektakularne opisy ich postępującego rozkładu). W końcu wyrusza w odległy fragment kosmosu, aby samotnie spotkać się z wrogą cywilizacją. Powieść choć nie pozbawiona pewnych naiwności, niesie pozytywne przesłanie. Gloryfikuje moc ludzkiej determinacji, siły i ekspansji. Wzmacnia wiarę w postęp cywilizacji i wyjątkową rolę człowieka we Wszechświecie. Co planuje bohater po ostatnim kosmicznym rajdzie? Przeczytajcie sami.

środa, 6 maja 2015

21) Moje wiersze: Właściwy wybór

Co rusz jak bumerang ten temat powraca
Myśl co rozpala lica rodaków
Tym razem nie jest to kościelna taca
Ani przyziemna kampania buraków

Teraz się ważą losy mej ojczyzny
Wybory osoby co zarządza krajem
Czy wygra ktoś mądry, pełen tężyzny
A może ktoś komu rozumu nie staje?

Chętnych jest wielu, wszyscy wygadani
Wizje dostatku roztaczają sprawnie
Na barki ciuch im dostarczył Armani
Kto ludziom pomoże, a kto ich okradnie?

Wyborcy się głowią na kogo głosować
Nie chcą mieć później kolejnego kaca
Chcieliby Polskę nową zbudować
Kto piękne słowa umie w czyn obracać?

Gdy tak się męczą nad dobrym wyborem
Ze szczerych serc i pobudek szlachetnych
Dobiega ich dysput stojący sporem
I odgłos wielu kłótni tandetnych

Po raz kolejny im ten fakt umyka
Że polityka to domena Złego
Póki więc trochę rozumu Ci styka
Nie wkładaj tam palców, mój drogi kolego!

Jeden jest tylko godzien tej władzy
Szlachetny i mądry rozumem anioła
Jezus prezydent - my przy nim jak nadzy
On jednak umie i pomóc nam zdoła

Wydźwignie już wkrótce ludzi z boleści
Szukajcie Go póki jeszcze możecie
Wiem, może to się w głowie nie mieści
Jednak w nim prawość i miłość znajdziecie

On was pojedna z Ojcem w Niebiosach
Bez polityki, brudu i kasy
Na wasze lica - rozkoszna rosa
Spadnie na dobrych ludzi, na masy

Tych co pokładać nadzieję chcą w Bogu
I rządach królewskich Chrystusa Syna
O tym czytacie już w Dekalogu
Tam mądrość nadludzka swój byt zaczyna

Poprzez Mojżesza, Proroków i Psalmy
Biblia rząd Boży wam zapowiada
Wiary więc ogień swojej podpalmy
Bo głupstw czynić po prostu nam nie wypada

Zamiast więc w ludziach pokładać nadzieję
Popierać partie skazane na mroki
Głośmy o mocy co nie skostnieje
Władzy Jezusa - prawdziwej opoki!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

20) Moje wiersze: 10 rozdział Jeremiasza


Już od wieków zło na ziemi
Stwórcy prawa zanieczyszcza
Praktykuje je lud ciemny
Wielbiąc marne swe bożyszcza

Czytaj o tym w Jeremiasza
Otwórz szybko zacną księgę
Bo dobitnie wszem ogłasza
Boski rozum i potęgę

Skupmy teraz swą uwagę
Na dziesiątym jej rozdziale
Bałwochwalstwa grzechu plagę
Oraz inne jej detale

Nam ujawnia w sposób prosty
Stwórcy pogląd na bałwany
Prorok śmiały, bezlitosny
Zada kłamstwu wielkie rany

Ludzie wielbią z przerażeniem
Kawał drzewa, niebios znaki
Zwyczaj ludzki - tylko tchnienie
Czyż nie wiecie - o prostaki?

Że to pomysł Przeciwnika
W drzewo z lasu przyniesione
W końcu zżarte przez kornika
Wywyższone wbić koronę?

W łeb drewniany, ubarwiony
Upiększony srebrem, złotem
Gdzie rzemieślnik umęczony
Swoje dzieło wieńczy potem?

Nie ma jednak dziś wartości
Praca w stylu barokowym
To jest owoc pazerności
Sczezły w polu ogórkowym

Nie pomoże, nie zaszkodzi
Nosić trzeba tego bożka
Nic nie powie, nie nagrodzi
Więc konkluzja będzie gorzka

Głupi naród co oddaje
Drewnu wszelką cześć i moc
Zginą marnie durniów zgraje
Nie pomoże martwy kloc!

Tylko jeden jest na niebie
Po sam koniec i ab ovo
Bóg prawdziwy i dla Ciebie
Tobie tylko cześć Jehowo!