Translate

czwartek, 29 października 2015

22) Moje wiersze: Pokonać strach

Towarzyszy już od dziecka
I ma bardzo wielkie oczy
Groźny niczym broń radziecka
Jest też bratem każdej nocy

Kiedy szybko wpadasz w trwogę
Która się przeradza w strach
Ja pokażę słuszną drogę
Złą emocję wdepczesz w piach

Przeciwieństwem tego stanu
Bezprzykładna jest odwaga
Nawet pośród łkań sopranu
Wyjść z kłopotów ci pomaga

Wiedzę uczyń ważnym wątkiem
Zrozum kilka dużych spraw
Pojmiesz kto jest jej początkiem
I zaufasz mocy Jah

On jest dawcą oraz wsparciem
W chwili dobrej i tej złej
Doda siły wręcz lamparciej
Nie zapomnij nauki tej!

niedziela, 7 czerwca 2015

Colin Kapp - Formy Chaosu




   W ostatnich latach na ekranach kin królują herosi rodem z amerykańskich komiksów. Produkcje z ich udziałem kosztują miliony dolarów i są pełne oszałamiających efektów specjalnych. Wydają mi się jednak jałowe w porównaniu z niektórymi starymi, dobrymi książkami z gatunku SF. Pisarze tacy jak Alfred Bester, Clifford D. Simak, czy Roger Zelazny w powieściach potrafili wykreować równie barwne światy, co te proponowane przez telewizję HD. Ich książkowi bohaterowie przeżywają przygody, które dostarczają wysmakowanej intelektualnej rozrywki. W odróżnieniu od filmów, idee spisane na papierze nie starzeją się szybko. Do jednej z takich udanych pozycji wracam regularnie.

  Colin Kapp zaistniał w świadomości polskich czytelników za sprawą miesięcznika "Fantastyka". Opublikowane w latach 80. "Formy Chaosu" zdobyły autorowi wielu nowych zwolenników. Książka z gatunku space opera okazała się świetną pożywką dla wyobraźni. Colin lekką ręką kreśli w niej śmiałą wizję świata kosmicznych podbojów. Postaci ukazane są w ciągłej akcji; nagłe jej zwroty nie pozwalają czytelnikowi głębiej odetchnąć. Oś wydarzeń toczy się wokół Brona, żołnierza Komanda, który rzucony w wir wojny, stopniowo dowiaduje się o swojej wyjątkowej roli w strumieniu czasu. Świat opisany w książce to typowo męska domena. Ludzie w nim są twardzi, szanują siłę, odwagę i wytrzymałość na ból. Wątek romantyczny jest ledwo zarysowany. Wybranka serca połączona jest z Bronem kanałem biotronicznym. Tworzy się w ten sposób niejako nowa jakość, fragment zbiorowej świadomości. Bohater, zajęty lawirowaniem między ruinami Onaris czy też eksterminacją planet, nie ma czasu na seks. Autor książki ujawnia swoją wielką fascynację technologią i próbuje logicznie spiąć niuanse nauki o formach Chaosu. Nic tu nie jest tak naprawdę stałe i świat Brona ulega ciągłym deformacjom. Niezniszczalna natomiast wydaje się centralna postać książki. Mimo, że agent Sił Specjalnych Komanda, Bron Haltern, jest więźniem Niszczycieli i telepatycznego przekaźnika, to narzuca wszystkim wokół swoją wolę. Kapp lubi swojego bohatera i co rusz zmusza wrogów do okazywania mu szacunku. W pewnym momencie Cana, szef antagonistycznej formacji, zwraca się do Brona takimi słowami:
   "Od kiedy cię poznałem, straciłem wszelką pewność którą dotąd miałem o życiu i naturze Wszechświata. Ty nie stawiasz czoła ryzyku. Ty je ugniatasz tak, żeby spełniało twoje zachcianki i potrzeby. Jesteś najstraszliwszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem".
  Ta megalomania towarzyszy Bronowi przez cały czas. Komandos, prawiący filozoficzne teksty o entropii kosmosu, podejmuje walkę z przeciwnikiem i zmienia w pył całe układy planetarne (tu polecam spektakularne opisy ich postępującego rozkładu). W końcu wyrusza w odległy fragment kosmosu, aby samotnie spotkać się z wrogą cywilizacją. Powieść choć nie pozbawiona pewnych naiwności, niesie pozytywne przesłanie. Gloryfikuje moc ludzkiej determinacji, siły i ekspansji. Wzmacnia wiarę w postęp cywilizacji i wyjątkową rolę człowieka we Wszechświecie. Co planuje bohater po ostatnim kosmicznym rajdzie? Przeczytajcie sami.

środa, 6 maja 2015

21) Moje wiersze: Właściwy wybór

Co rusz jak bumerang ten temat powraca
Myśl co rozpala lica rodaków
Tym razem nie jest to kościelna taca
Ani przyziemna kampania buraków

Teraz się ważą losy mej ojczyzny
Wybory osoby co zarządza krajem
Czy wygra ktoś mądry, pełen tężyzny
A może ktoś komu rozumu nie staje?

Chętnych jest wielu, wszyscy wygadani
Wizje dostatku roztaczają sprawnie
Na barki ciuch im dostarczył Armani
Kto ludziom pomoże, a kto ich okradnie?

Wyborcy się głowią na kogo głosować
Nie chcą mieć później kolejnego kaca
Chcieliby Polskę nową zbudować
Kto piękne słowa umie w czyn obracać?

Gdy tak się męczą nad dobrym wyborem
Ze szczerych serc i pobudek szlachetnych
Dobiega ich dysput stojący sporem
I odgłos wielu kłótni tandetnych

Po raz kolejny im ten fakt umyka
Że polityka to domena Złego
Póki więc trochę rozumu Ci styka
Nie wkładaj tam palców, mój drogi kolego!

Jeden jest tylko godzien tej władzy
Szlachetny i mądry rozumem anioła
Jezus prezydent - my przy nim jak nadzy
On jednak umie i pomóc nam zdoła

Wydźwignie już wkrótce ludzi z boleści
Szukajcie Go póki jeszcze możecie
Wiem, może to się w głowie nie mieści
Jednak w nim prawość i miłość znajdziecie

On was pojedna z Ojcem w Niebiosach
Bez polityki, brudu i kasy
Na wasze lica - rozkoszna rosa
Spadnie na dobrych ludzi, na masy

Tych co pokładać nadzieję chcą w Bogu
I rządach królewskich Chrystusa Syna
O tym czytacie już w Dekalogu
Tam mądrość nadludzka swój byt zaczyna

Poprzez Mojżesza, Proroków i Psalmy
Biblia rząd Boży wam zapowiada
Wiary więc ogień swojej podpalmy
Bo głupstw czynić po prostu nam nie wypada

Zamiast więc w ludziach pokładać nadzieję
Popierać partie skazane na mroki
Głośmy o mocy co nie skostnieje
Władzy Jezusa - prawdziwej opoki!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

20) Moje wiersze: 10 rozdział Jeremiasza


Już od wieków zło na ziemi
Stwórcy prawa zanieczyszcza
Praktykuje je lud ciemny
Wielbiąc marne swe bożyszcza

Czytaj o tym w Jeremiasza
Otwórz szybko zacną księgę
Bo dobitnie wszem ogłasza
Boski rozum i potęgę

Skupmy teraz swą uwagę
Na dziesiątym jej rozdziale
Bałwochwalstwa grzechu plagę
Oraz inne jej detale

Nam ujawnia w sposób prosty
Stwórcy pogląd na bałwany
Prorok śmiały, bezlitosny
Zada kłamstwu wielkie rany

Ludzie wielbią z przerażeniem
Kawał drzewa, niebios znaki
Zwyczaj ludzki - tylko tchnienie
Czyż nie wiecie - o prostaki?

Że to pomysł Przeciwnika
W drzewo z lasu przyniesione
W końcu zżarte przez kornika
Wywyższone wbić koronę?

W łeb drewniany, ubarwiony
Upiększony srebrem, złotem
Gdzie rzemieślnik umęczony
Swoje dzieło wieńczy potem?

Nie ma jednak dziś wartości
Praca w stylu barokowym
To jest owoc pazerności
Sczezły w polu ogórkowym

Nie pomoże, nie zaszkodzi
Nosić trzeba tego bożka
Nic nie powie, nie nagrodzi
Więc konkluzja będzie gorzka

Głupi naród co oddaje
Drewnu wszelką cześć i moc
Zginą marnie durniów zgraje
Nie pomoże martwy kloc!

Tylko jeden jest na niebie
Po sam koniec i ab ovo
Bóg prawdziwy i dla Ciebie
Tobie tylko cześć Jehowo!


piątek, 17 kwietnia 2015

19) Moje wiersze: Lekkie życie

Stoję sobie przed blokiem z paroma ziomami
Jesteśmy bardzo twardzi, gdy tak w kupie - nie sami

Podchodzą do mnie ludzie ze Strażnicą w ręku
Nie odczuwam przed nimi dziś żadnego lęku

Bardziej mnie to kręci, gdy w filmie Lord Vader
Cedzi tekst do Luck'a: "Ja jestem twój father"

Pani mówi do mnie - zostań moim bratem?
Wolę na imprezie wyrwać małolatę

Brać koks, lekkie prochy, chlać, chlać do upicia
Szybko skonsumować miłość mego życia

Co może być fajnego w rozmowie o Bogu?
Lepiej z kasy obrobić staruszkę na rogu

Przyjdźcie może jutro, albo innym razem
Dziś u mojej matki są ze świętym obrazem

Tymczasem ziomale szykują imprezę
Będzie moc i browarek, polecą talerze

Mamy lekkie życie, super, mega fajne
Zrobię coś głupiego, legalnie, nie tajnie

Jak mnie za dilerkę zgarnęły złe gliny
Powiedziałem: luzik - do mojej dziewczyny

Ona że masakra i pozamiatane
Bo jej miłość znikła, tak całkiem na amen

Odsiedziałem swoje, zeszło parę latek
Wróciłem na slamsy, po moją Renatę

Ale ta już dzieci ma i swą rodzinę
Na wieść o tym w gardle poczułem sprężynę

Może trzeba było czytać te Strażnice?
I wejść w nauki dla mnie totalnie dziewicze

Posłuchać o Bogu którym mi głosili
Bo przecież nie cofnę z życia ani chwili

Podjąłem decyzję w głębinach jestestwa
Odszukałem w Google tę Salę Królestwa

Przyjechałem rowerem
Przyjęto mnie dobrze

Dziś jestem pionierem
Mam torbę na biodrze

Pełną prawd o Stwórcy którego miłuję
Widzę sens tej pracy, już nie jestem zbójem

Teraz wciąż pomagam starym oraz młodym
W Biblii znaleźć życia sensowne powody

Wiem że z pracy takiej sam Jah się ucieszy
Podejmij ją Ty również - pośpiesz się, nie zgrzeszysz

sobota, 11 kwietnia 2015

18) Moje wiersze: Wielkie jajo


Lubię pisać proste wiersze
Gdy śpią ludzie, grają świerszcze
Rymy rodem z Częstochowy
A w nich klimat... alpagowy

Pasja ciągle mnie rozpala niczym głupka dopalacze
Ale podziw mają w oczach biedni, średni i bogacze
Mógłbym tworzyć tak bez końca
Przy kolacji, wschodzie słońca

W środę, czwartek i w niedzielę
Tylko jeśli sensu wiele
Się w tym kiedyś dopatrzycie
Wnet opiszę całe życie...

Jak już złapię trochę weny
Będę pisał do Gehenny
Która spadnie niespodzianie
I bezbożnym sprawi lanie....

Potem w Raju znakomitym
Będę pisał limeryki
I groteską nie pogardzę
Bo mam w końcu dobry target

Może życia nie zmarnuję
Tworząc rymy pospolite
Ale muszę - bo zwariuję
Rzucę w kogoś dynamitem

Jeśli jednak się uśmiechasz
Śledząc tekst ten powalony
Zapominasz o swych grzechach
Będę czuł się już spełniony

Bo w tym życiu jakże trudnym
Cenne są radości chwile
Po dniu długim, może żmudnym
Trochę wieczór Ci umilę

Bądź pogodny, śmiej się długo
Każdy dzień ma swoje troski
Dasz więc radę wszem marudom
Czy żeś z miasta, czy też z wioski

Tylko pomyśl pozytywnie
O tym co Cię jutro czeka
Absolutnie nie pasywnie
A problemom zadasz ćwieka

Wygrasz walkę z demonami 
Co Ci życie uprzykrzają
Zgodnie z mocą i radami  
Zrobisz wrogów w... wielkie jajo





czwartek, 9 kwietnia 2015

17) Moje wiersze: Przy wózku

Byłem dziś na mieście, robiłem zakupy
Kotu Psotu mięsko, sobie coś do zupy

Idę tak przez miasto, patrzę - bracia głoszą
Wózek, na nim książki co do życia wnoszą

Nadzieję i wiarę - bezcenne przymioty
Wzruszyłem się więc mocno tym pięknym widokiem

Choć pogoda brzydka, słońce za obłokiem
Schowało się nieśmiało, bez promieni floty

Stanąłem lekko z boku, nie chcąc wadzić sprawie
Przywitałem się grzecznie, patrząc też ciekawie

Jak ludzie przechodzą obok takich treści
Zazwyczaj obojętnie - w głowie się nie mieści

Jednak moja wiara została wzmocniona
Gdy siostra swe usta otworzyła szczerze

Znasz ty panią Anię? - powiedziała ona
Co miesiąc regularnie czasopisma bierze

Rozmawia o Bogu,  pytania zadaje
Szuka sensu życia, jego Stwórcy i celu

Jak tak dalej pójdzie, studium nam się kraje
(To jest takie piękne, czytasz to Danielu?)

Ucieszyła mnie mocno cała ta rozmowa
Pełna ducha prawdy, pełna dobrych wieści

Nawet gdy odmawia nam świata połowa
Im też Bóg dał szansę na wyjście z boleści!

Nie sądźmy więc zbyt szybko przeciwników prawdy
jeśli nawet lata tkwią w swoim uporze

Bo kark uparty i nie wiem jak twardy
Ty jeśli zechcesz, skruszysz go Boże!

16) Moje wiersze: Modlitwa dresiarza

Czytam Biblię długo, chyba lat dwadzieścia
Bo mam siostrę za żonę, no i w prawdzie teścia
Duchowo sobie wzrastam - wolno, ale stale
Wezmę chrzest niedługo, gdzieś... po karnawale

Żeby zbór zbudować, na letnim kongresie
Ubiorę garnitur, nie jak zwykle - w dresie
Docenię wagę sprawy, poczynię postępy
Bo już dzieci duże, na brzuchu rozstępy

Czas wziąć się do kupy, Armagedon bliski
Czy mam czyste sumienie, to już temat śliski
Ale żyć chcę bez końca, może Bóg wybaczy
Mi fajki, dziewczyny, ściąganie haraczy

Naprawdę chcę już przestać brukać swe sumienie
Gdy rachunek robię, widzę rąk swych drżenie
Boże wybacz grzechy, wszystkie moje błędy
Pozwól zebrać skruchy szczerej dywidendy

Teraz będę dobry, szlachetny i miły
Me nieczyste usta nie będą bluźniły
Pomogę sobie, żonie i dzieciom mym drogim
Na twardym gruncie prawdy oprzeć nasze nogi

Będziemy też uczciwie nauki Twoje głosić
Piękny owoc warg co miesiąc Ci przynosić
Szukać szczerych ludzi, co też chcą żyć wiecznie
I każdy dzień życia spędzać pożytecznie...

poniedziałek, 30 marca 2015

15) Moje wiersze: Pazerni miłości


Gdy wieczorem wracam po pracy zmęczony
Lubię się przytulić do kochanej żony
Ręce zakasuje zupę ugotuje
i swoją postawą bardzo mnie buduje

Taka mądra żona jest prawdziwym darem
A jej wielka miłość na niedole smarem
Bardzo pracowita chwili nie usiedzi
Mocno to doceniam widzą też sąsiedzi

Wielce się wysila dbając o ognisko
O domowe sprawy o nasze kocisko
Które się do pani przytula i mruczy
Choć to tylko zwierzę miłości nas uczy

Dziękujemy Bogu bo bardzo łaskawy
Niczego nie broni picia ani strawy
Dba o słabe ciała oraz daje ducha
Dziennie błogosławi modlitwy wysłucha

Daj nam Boże siły do trwania przy Tobie
W chwilach pompatycznych i zwykłej rozmowie
Nie pozwól Kusemu zniszczyć naszej wiary
Choćby za nią dawał brzęczące talary

Daj nam Boże wszystkim Twoim sługom wiernym
Odwagi miłości bo my jej pazerni
Pokoju prawości oraz wielkiej mocy
Byśmy zwyciężyli za dnia jak i w nocy

14) Moje wiersze: Czyste sumienie


Pokusy do głowy przychodzą falami  
Czy z nich skorzystamy wybieramy sami
Zamykam oczy na zło
Bo kto jest odporny, kto?

Szatan w wymyślaniu szokujących obrazów
Nie zawiódł swych czcicieli jeszcze ani razu
Chorych pomysłów ma sto
Ale ja protestuję, bo

Sumienie chcę czyste zachować na koniec
Całe swe życie wziąć w swoje dwie dłonie
I stanąć z godnością, chcę zrobić to
Odrzucić od siebie - już wiecie co