Translate

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

20) Moje wiersze: 10 rozdział Jeremiasza


Już od wieków zło na ziemi
Stwórcy prawa zanieczyszcza
Praktykuje je lud ciemny
Wielbiąc marne swe bożyszcza

Czytaj o tym w Jeremiasza
Otwórz szybko zacną księgę
Bo dobitnie wszem ogłasza
Boski rozum i potęgę

Skupmy teraz swą uwagę
Na dziesiątym jej rozdziale
Bałwochwalstwa grzechu plagę
Oraz inne jej detale

Nam ujawnia w sposób prosty
Stwórcy pogląd na bałwany
Prorok śmiały, bezlitosny
Zada kłamstwu wielkie rany

Ludzie wielbią z przerażeniem
Kawał drzewa, niebios znaki
Zwyczaj ludzki - tylko tchnienie
Czyż nie wiecie - o prostaki?

Że to pomysł Przeciwnika
W drzewo z lasu przyniesione
W końcu zżarte przez kornika
Wywyższone wbić koronę?

W łeb drewniany, ubarwiony
Upiększony srebrem, złotem
Gdzie rzemieślnik umęczony
Swoje dzieło wieńczy potem?

Nie ma jednak dziś wartości
Praca w stylu barokowym
To jest owoc pazerności
Sczezły w polu ogórkowym

Nie pomoże, nie zaszkodzi
Nosić trzeba tego bożka
Nic nie powie, nie nagrodzi
Więc konkluzja będzie gorzka

Głupi naród co oddaje
Drewnu wszelką cześć i moc
Zginą marnie durniów zgraje
Nie pomoże martwy kloc!

Tylko jeden jest na niebie
Po sam koniec i ab ovo
Bóg prawdziwy i dla Ciebie
Tobie tylko cześć Jehowo!


piątek, 17 kwietnia 2015

19) Moje wiersze: Lekkie życie

Stoję sobie przed blokiem z paroma ziomami
Jesteśmy bardzo twardzi, gdy tak w kupie - nie sami

Podchodzą do mnie ludzie ze Strażnicą w ręku
Nie odczuwam przed nimi dziś żadnego lęku

Bardziej mnie to kręci, gdy w filmie Lord Vader
Cedzi tekst do Luck'a: "Ja jestem twój father"

Pani mówi do mnie - zostań moim bratem?
Wolę na imprezie wyrwać małolatę

Brać koks, lekkie prochy, chlać, chlać do upicia
Szybko skonsumować miłość mego życia

Co może być fajnego w rozmowie o Bogu?
Lepiej z kasy obrobić staruszkę na rogu

Przyjdźcie może jutro, albo innym razem
Dziś u mojej matki są ze świętym obrazem

Tymczasem ziomale szykują imprezę
Będzie moc i browarek, polecą talerze

Mamy lekkie życie, super, mega fajne
Zrobię coś głupiego, legalnie, nie tajnie

Jak mnie za dilerkę zgarnęły złe gliny
Powiedziałem: luzik - do mojej dziewczyny

Ona że masakra i pozamiatane
Bo jej miłość znikła, tak całkiem na amen

Odsiedziałem swoje, zeszło parę latek
Wróciłem na slamsy, po moją Renatę

Ale ta już dzieci ma i swą rodzinę
Na wieść o tym w gardle poczułem sprężynę

Może trzeba było czytać te Strażnice?
I wejść w nauki dla mnie totalnie dziewicze

Posłuchać o Bogu którym mi głosili
Bo przecież nie cofnę z życia ani chwili

Podjąłem decyzję w głębinach jestestwa
Odszukałem w Google tę Salę Królestwa

Przyjechałem rowerem
Przyjęto mnie dobrze

Dziś jestem pionierem
Mam torbę na biodrze

Pełną prawd o Stwórcy którego miłuję
Widzę sens tej pracy, już nie jestem zbójem

Teraz wciąż pomagam starym oraz młodym
W Biblii znaleźć życia sensowne powody

Wiem że z pracy takiej sam Jah się ucieszy
Podejmij ją Ty również - pośpiesz się, nie zgrzeszysz

sobota, 11 kwietnia 2015

18) Moje wiersze: Wielkie jajo


Lubię pisać proste wiersze
Gdy śpią ludzie, grają świerszcze
Rymy rodem z Częstochowy
A w nich klimat... alpagowy

Pasja ciągle mnie rozpala niczym głupka dopalacze
Ale podziw mają w oczach biedni, średni i bogacze
Mógłbym tworzyć tak bez końca
Przy kolacji, wschodzie słońca

W środę, czwartek i w niedzielę
Tylko jeśli sensu wiele
Się w tym kiedyś dopatrzycie
Wnet opiszę całe życie...

Jak już złapię trochę weny
Będę pisał do Gehenny
Która spadnie niespodzianie
I bezbożnym sprawi lanie....

Potem w Raju znakomitym
Będę pisał limeryki
I groteską nie pogardzę
Bo mam w końcu dobry target

Może życia nie zmarnuję
Tworząc rymy pospolite
Ale muszę - bo zwariuję
Rzucę w kogoś dynamitem

Jeśli jednak się uśmiechasz
Śledząc tekst ten powalony
Zapominasz o swych grzechach
Będę czuł się już spełniony

Bo w tym życiu jakże trudnym
Cenne są radości chwile
Po dniu długim, może żmudnym
Trochę wieczór Ci umilę

Bądź pogodny, śmiej się długo
Każdy dzień ma swoje troski
Dasz więc radę wszem marudom
Czy żeś z miasta, czy też z wioski

Tylko pomyśl pozytywnie
O tym co Cię jutro czeka
Absolutnie nie pasywnie
A problemom zadasz ćwieka

Wygrasz walkę z demonami 
Co Ci życie uprzykrzają
Zgodnie z mocą i radami  
Zrobisz wrogów w... wielkie jajo





czwartek, 9 kwietnia 2015

17) Moje wiersze: Przy wózku

Byłem dziś na mieście, robiłem zakupy
Kotu Psotu mięsko, sobie coś do zupy

Idę tak przez miasto, patrzę - bracia głoszą
Wózek, na nim książki co do życia wnoszą

Nadzieję i wiarę - bezcenne przymioty
Wzruszyłem się więc mocno tym pięknym widokiem

Choć pogoda brzydka, słońce za obłokiem
Schowało się nieśmiało, bez promieni floty

Stanąłem lekko z boku, nie chcąc wadzić sprawie
Przywitałem się grzecznie, patrząc też ciekawie

Jak ludzie przechodzą obok takich treści
Zazwyczaj obojętnie - w głowie się nie mieści

Jednak moja wiara została wzmocniona
Gdy siostra swe usta otworzyła szczerze

Znasz ty panią Anię? - powiedziała ona
Co miesiąc regularnie czasopisma bierze

Rozmawia o Bogu,  pytania zadaje
Szuka sensu życia, jego Stwórcy i celu

Jak tak dalej pójdzie, studium nam się kraje
(To jest takie piękne, czytasz to Danielu?)

Ucieszyła mnie mocno cała ta rozmowa
Pełna ducha prawdy, pełna dobrych wieści

Nawet gdy odmawia nam świata połowa
Im też Bóg dał szansę na wyjście z boleści!

Nie sądźmy więc zbyt szybko przeciwników prawdy
jeśli nawet lata tkwią w swoim uporze

Bo kark uparty i nie wiem jak twardy
Ty jeśli zechcesz, skruszysz go Boże!

16) Moje wiersze: Modlitwa dresiarza

Czytam Biblię długo, chyba lat dwadzieścia
Bo mam siostrę za żonę, no i w prawdzie teścia
Duchowo sobie wzrastam - wolno, ale stale
Wezmę chrzest niedługo, gdzieś... po karnawale

Żeby zbór zbudować, na letnim kongresie
Ubiorę garnitur, nie jak zwykle - w dresie
Docenię wagę sprawy, poczynię postępy
Bo już dzieci duże, na brzuchu rozstępy

Czas wziąć się do kupy, Armagedon bliski
Czy mam czyste sumienie, to już temat śliski
Ale żyć chcę bez końca, może Bóg wybaczy
Mi fajki, dziewczyny, ściąganie haraczy

Naprawdę chcę już przestać brukać swe sumienie
Gdy rachunek robię, widzę rąk swych drżenie
Boże wybacz grzechy, wszystkie moje błędy
Pozwól zebrać skruchy szczerej dywidendy

Teraz będę dobry, szlachetny i miły
Me nieczyste usta nie będą bluźniły
Pomogę żonie i dzieciom mym drogim
Na gruncie prawdy oprzeć nasze nogi

Będziemy też uczciwie nauki Twoje głosić
Piękny owoc warg co miesiąc Ci przynosić
Szukać szczerych ludzi, co też chcą żyć wiecznie
I każdy dzień życia spędzać pożytecznie...