Translate

niedziela, 7 czerwca 2015

Colin Kapp - Formy Chaosu




   W ostatnich latach na ekranach kin królują herosi rodem z amerykańskich komiksów. Produkcje z ich udziałem kosztują miliony dolarów i są pełne oszałamiających efektów specjalnych. Wydają mi się jednak jałowe w porównaniu z niektórymi starymi, dobrymi książkami z gatunku SF. Pisarze tacy jak Alfred Bester, Clifford D. Simak, czy Roger Zelazny w powieściach potrafili wykreować równie barwne światy, co te proponowane przez telewizję HD. Ich książkowi bohaterowie przeżywają przygody, które dostarczają wysmakowanej intelektualnej rozrywki. W odróżnieniu od filmów, idee spisane na papierze nie starzeją się szybko. Do jednej z takich udanych pozycji wracam regularnie.

  Colin Kapp zaistniał w świadomości polskich czytelników za sprawą miesięcznika "Fantastyka". Opublikowane w latach 80. "Formy Chaosu" zdobyły autorowi wielu nowych zwolenników. Książka z gatunku space opera okazała się świetną pożywką dla wyobraźni. Colin lekką ręką kreśli w niej śmiałą wizję świata kosmicznych podbojów. Postaci ukazane są w ciągłej akcji; nagłe jej zwroty nie pozwalają czytelnikowi głębiej odetchnąć. Oś wydarzeń toczy się wokół Brona, żołnierza Komanda, który rzucony w wir wojny, stopniowo dowiaduje się o swojej wyjątkowej roli w strumieniu czasu. Świat opisany w książce to typowo męska domena. Ludzie w nim są twardzi, szanują siłę, odwagę i wytrzymałość na ból. Wątek romantyczny jest ledwo zarysowany. Wybranka serca połączona jest z Bronem kanałem biotronicznym. Tworzy się w ten sposób niejako nowa jakość, fragment zbiorowej świadomości. Bohater, zajęty lawirowaniem między ruinami Onaris czy też eksterminacją planet, nie ma czasu na seks. Autor książki ujawnia swoją wielką fascynację technologią i próbuje logicznie spiąć niuanse nauki o formach Chaosu. Nic tu nie jest tak naprawdę stałe i świat Brona ulega ciągłym deformacjom. Niezniszczalna natomiast wydaje się centralna postać książki. Mimo, że agent Sił Specjalnych Komanda, Bron Haltern, jest więźniem Niszczycieli i telepatycznego przekaźnika, to narzuca wszystkim wokół swoją wolę. Kapp lubi swojego bohatera i co rusz zmusza wrogów do okazywania mu szacunku. W pewnym momencie Cana, szef antagonistycznej formacji, zwraca się do Brona takimi słowami:
   "Od kiedy cię poznałem, straciłem wszelką pewność którą dotąd miałem o życiu i naturze Wszechświata. Ty nie stawiasz czoła ryzyku. Ty je ugniatasz tak, żeby spełniało twoje zachcianki i potrzeby. Jesteś najstraszliwszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem".
  Ta megalomania towarzyszy Bronowi przez cały czas. Komandos, prawiący filozoficzne teksty o entropii kosmosu, podejmuje walkę z przeciwnikiem i zmienia w pył całe układy planetarne (tu polecam spektakularne opisy ich postępującego rozkładu). W końcu wyrusza w odległy fragment kosmosu, aby samotnie spotkać się z wrogą cywilizacją. Powieść choć nie pozbawiona pewnych naiwności, niesie pozytywne przesłanie. Gloryfikuje moc ludzkiej determinacji, siły i ekspansji. Wzmacnia wiarę w postęp cywilizacji i wyjątkową rolę człowieka we Wszechświecie. Co planuje bohater po ostatnim kosmicznym rajdzie? Przeczytajcie sami.