Translate

niedziela, 19 marca 2017

Historia jaką lubię

     
   Filmy historyczne są bez wątpienia bardzo popularne. Często występują w nich znani i lubiani  aktorzy, którzy dzięki takim filmom  są jeszcze bardziej znani, lubiani i… bogaci.  Kinomani z upodobaniem oglądają stworzone kosztem wielu milionów dolarów wielkie widowiska, gdzie walczą historyczni przywódcy, a reżyserzy starają się oddać wszelkie szczegóły z należytym realizmem. Zobaczyć więc można, jak brutalni wojownicy odcinają przeciwnikom głowy, a kończyny oderwane od korpusu fruwają w powietrzu.  Między innymi dlatego unikam takich obrazów, choć historię jako taką bardzo lubię. Osoby mające podobną mi wrażliwość ucieszy pewnie fakt, że od paru lat kręcone są filmy historyczne, które pokazują dawne wydarzenia  nie szokując widza przemocą. Opowiadają o czasach ucisku, bez niepotrzebnej brutalności.

Chciałbym dziś polecić czytelnikom dwa obrazy, które warto zobaczyć.




   Pierwszy z nich pt.: „Chodźmy dzięki wierze, a nie dzięki widzeniu” opowiada historię chrześcijan z I wieku naszej ery, mieszkających w Jerozolimie. Ponieważ scenariusz nie przewidywał rozbudowanych scen walk (nakręcono je oczywiście), uwagę można skupić przede wszystkim na psychologicznych aspektach ludzkich poczynań. Na przykładzie dwóch rodzin ukazano różne postawy, priorytety jakimi kierują się bohaterowie i konsekwencje ich wyborów. Przyjaciele: Szemuel i Nacham, podobni są tylko w jednym - obaj martwią się o życie swoich rodzin. Poza tym, różnią się całkowicie. Kolejne fragmenty filmu ukazują ich w codziennym życiu, jak szykują się do opuszczenia Jerozolimy oraz ich losy podczas emigracji do małego miasteczka w górach. O ile Szemuel nie ma wątpliwości co robić, Nacham jest ciągle wewnętrznie rozdarty. W końcu podejmie decyzję która będzie brzemienna w skutkach. W filmie ciekawie ukazano relacje międzyludzkie: rodzinne animozje między Szemuelem a jego szwagrem Berią - patriotycznie usposobionym żołnierzem żydowskim, oraz agresję strażników wobec chrześcijan. Krzepiące są sceny podziału żywności w Pelli, troska starszych zboru o dobro każdej rodziny. Ludzie z krwi i kości kierujący się wiarą i zasadami, oraz obcy, nie rozumiejący ich bezbożny świat. Końcówka tego dramatu na zawsze pozostaje w pamięci.




  Pełne emocji jest również drugie widowisko pt.: „Jehowo, (...) w tobie pokładam ufność”. Film oparty na biblijnej relacji z Księgi 2 Królów opowiada historię nieudanego podboju Jerozolimy przez asyryjskiego władcę Sancheriba. Wydarzenia koncentrują się wokół króla Ezechiasza, który stara się obronić miasto przed silniejszym najeźdźcą. Ezechiasz jest dobrym przywódcą, który interesuje się swoim ludem. Ma czas na rozmowy z dziećmi, układa strategię w gronie doradców, modli się. Przede wszystkim jednak przezywa rozterki i ciężar wyborów wyraźnie go przygniata, tym bardziej że niektórzy jego rodacy go wprost krytykują. Czy poradzi sobie w obliczu kryzysu militarnego i na kim oprze swoje nadzieje? Aktorzy zagrali emocjonalnie i ich dialogi podnoszą napięcie. Wyraziste kwestie króla Ekronu - Padi, posłów asyryjskich  - robią należyte wrażenie.  Dla osób nieznających tej historii, spektakularne zakończenie może zaskoczyć.  Historia więc nie tylko dramatyczna ale i pouczająca. Dodać warto, że nie podano nazwisk aktorów obu obrazów, a ich praca była aktem wolontariatu. Dzięki temu można skupić się na treści, a nie na ludziach ją odgrywających.

Polecam wszystkim którzy szukają mądrych opowieści z przesłaniem.


niedziela, 12 marca 2017

Kult upadłych stworzeń

 
     W ostatnich dekadach nastąpił szybki rozwój techniki komputerowej i efektów specjalnych. Jak grzyby po deszczu powstają filmy o superbohaterach.  Szczególnie obficie w USA. Młodym i starszym kinomanom proponuje się więc w nieprzebranej mnogości przygody ludzi obdarzonych niezwykłą mocą. Czegoż to oni nie potrafią! Wymieniać można długo, lepiej jednak zadać sobie pytanie: czy człowiekowi tak naprawdę potrzebne są skrzydła, stalowe ręce, czy niebieska skóra? Tak im lepiej? Nie wierzę. Bohaterowie ekranizacji komiksów podlegają ograniczeniom jakie posiadają ich pomysłodawcy. Mają wady, słabości, a czasami nawet dylematy moralne. Jednak kino widowiskowe chyba źle się czuje w parze z intelektualną głębią i stawia przed sobą inne cele. Jakie? Bezdyskusyjnym marzeniem producentów są oczywiście duże dochody, a w swojej treści stawiają na oszołomienie odbiorcy feerią pomysłów. Światy wygenerowane za pomocą łączenia różnych technik:  FX, CGI, blue screenów i wielu innych, mają stworzyć iluzję nowej rzeczywistości i faktycznie łatwo oszukują oko. Jednak przerażające jest, jak często bardzo sympatyczni bohaterowie wyciągają broń i jakby od niechcenia zabijają innych ludzi. Ta pogarda dla cudzego życia uderzyła mnie już w filmie  "Poszukiwacze zaginionej arki", gdy Harrison Ford wyciąga zamiast bata pistolet i beznamiętnie strzela do wymachującego mieczem przeciwnika (reakcja - publiczność w kinie się śmieje). W kinie fantastycznych super heroes jest to już niestety standardem.  Momenty gdy Superman zdejmuje kota z drzewa, należą do rzadkości. Lepszą oglądalnością będzie się cieszyć scena, gdzie Lord Vader niszczy całą planetę. Rzesze nadludzi ratują Ziemię przed zagrożeniem z kosmosu, z innego wymiaru, z morza i tylko reżyser wie skąd jeszcze... Jednak zazwyczaj końcowa sielanka trwa tylko do następnego zagrożenia. Skłania mnie to refleksji, że ludzie tak naprawdę nie mają pomysłu na bezpieczne życie.  Płodzą światy pełne niegodziwości, gdzie komputerowo wspomagani mesjasze walczą z podobnymi sobie w mocy wyznawcami Zła, a wojnie tej nie ma końca...
   Skąd ta fascynacja kultem nadludzi? Jest stara jak człowiek. Wywodzi się od Nefilimów, gibborim, biblijnych mocarzy, potomków upadłych aniołów i ziemskich kobiet. Siali oni strach na ziemi i powalali ludzi. Wyginęli w potopie. Jednak legendy o nich przetrwały w greckiej mitologii. Czasami wspomagana magią (Dr. Strange), do dziś dnia wynaturzona siła i przemoc ma swoje odzwierciedlenie właśnie w kinie bohaterów. Jest inspirowana z tego samego demonicznego źródła, które pchnęło Kaina do zabicia swojego brata Abla. Warto więc zastanowić się czasami gdy ktoś się nas spyta, czy to jest dobry film - widowisko gdzie giną setki ludzi.
  grafika - żródło