Translate

niedziela, 12 marca 2017

Kult upadłych stworzeń

 
     W ostatnich dekadach nastąpił szybki rozwój techniki komputerowej i efektów specjalnych. Jak grzyby po deszczu powstają filmy o superbohaterach.  Szczególnie obficie w USA. Młodym i starszym kinomanom proponuje się więc w nieprzebranej mnogości przygody ludzi obdarzonych niezwykłą mocą. Czegoż to oni nie potrafią! Wymieniać można długo, lepiej jednak zadać sobie pytanie: czy człowiekowi tak naprawdę potrzebne są skrzydła, stalowe ręce, czy niebieska skóra? Tak im lepiej? Nie wierzę. Bohaterowie ekranizacji komiksów podlegają ograniczeniom jakie posiadają ich pomysłodawcy. Mają wady, słabości, a czasami nawet dylematy moralne. Jednak kino widowiskowe chyba źle się czuje w parze z intelektualną głębią i stawia przed sobą inne cele. Jakie? Bezdyskusyjnym marzeniem producentów są oczywiście duże dochody, a w swojej treści stawiają na oszołomienie odbiorcy feerią pomysłów. Światy wygenerowane za pomocą łączenia różnych technik:  FX, CGI, blue screenów i wielu innych, mają stworzyć iluzję nowej rzeczywistości i faktycznie łatwo oszukują oko. Jednak przerażające jest, jak często bardzo sympatyczni bohaterowie wyciągają broń i jakby od niechcenia zabijają innych ludzi. Ta pogarda dla cudzego życia uderzyła mnie już w filmie  "Poszukiwacze zaginionej arki", gdy Harrison Ford wyciąga zamiast bata pistolet i beznamiętnie strzela do wymachującego mieczem przeciwnika (reakcja - publiczność w kinie się śmieje). W kinie fantastycznych super heroes jest to już niestety standardem.  Momenty gdy Superman zdejmuje kota z drzewa, należą do rzadkości. Lepszą oglądalnością będzie się cieszyć scena, gdzie Lord Vader niszczy całą planetę. Rzesze nadludzi ratują Ziemię przed zagrożeniem z kosmosu, z innego wymiaru, z morza i tylko reżyser wie skąd jeszcze... Jednak zazwyczaj końcowa sielanka trwa tylko do następnego zagrożenia. Skłania mnie to refleksji, że ludzie tak naprawdę nie mają pomysłu na bezpieczne życie.  Płodzą światy pełne niegodziwości, gdzie komputerowo wspomagani mesjasze walczą z podobnymi sobie w mocy wyznawcami Zła, a wojnie tej nie ma końca...
   Skąd ta fascynacja kultem nadludzi? Jest stara jak człowiek. Wywodzi się od Nefilimów, gibborim, biblijnych mocarzy, potomków upadłych aniołów i ziemskich kobiet. Siali oni strach na ziemi i powalali ludzi. Wyginęli w potopie. Jednak legendy o nich przetrwały w greckiej mitologii. Czasami wspomagana magią (Dr. Strange), do dziś dnia wynaturzona siła i przemoc ma swoje odzwierciedlenie właśnie w kinie bohaterów. Jest inspirowana z tego samego demonicznego źródła, które pchnęło Kaina do zabicia swojego brata Abla. Warto więc zastanowić się czasami gdy ktoś się nas spyta, czy to jest dobry film - widowisko gdzie giną setki ludzi.
  grafika - żródło

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz