Translate

piątek, 30 czerwca 2017

Przyjazna ciemność

 
    To był dzień jak co dzień. Pewne sprawy poszły znakomicie, inne dobrze, ale były i takie które nie dały mi radości. Przed północą położyłem się spać. Psotek przyszedł mnie obudzić płaczliwym miauknięciem. Nawet specjalnie się nie gniewałem, któż bowiem może wiedzieć o co chodzi kotu?
W końcu zasnąłem, a marzenie senne pojawiło się od razu...
To była ciepła, bardzo ciemna noc. Ale nie miałem problemów z odnalezieniem się w terenie. Wiedziałem że to okolica ul. Czarnieckiego, a kieruję w stronę jeziora Sajmino. W jakim celu idę? Wydawało mi się że do pracy. W pewnym momencie przestałem cokolwiek widzieć. Stanąłem w miejscu i poczekałem, aż moje oczy wychwycą fragmenty znajomego krajobrazu. Tu powinno być przejście, jakby dziura w siatce, tymczasem zauważyłem, że pod nogami mam stertę suporeksów i stoję na nich, około trzech metrów powyżej reszty terenu. Nie dziwiła mnie absurdalność tej sytuacji, byłem zrelaksowany, a otaczający mnie mrok wydawał się nawet przyjazny. Niżej widziałem budkę strażnika, który chyba mnie zauważył, ale nie reagował w jakikolwiek sposób. Chwilę stałem spokojnie, obserwując otoczenie i zastanawiając się jak zejść z palety cegieł. Chwyciłem kawałek czegoś podobnego do eternitu, stanąłem na nim, rozbujałem i jak na nartach zjechałem bezpiecznie w dół, zeskakując w ostatniej chwili cało na ziemię.  Odczułem sporą satysfakcję z tego wyczynu. Po zrobieniu kilku kroków znalazłem się na zewnątrz placu budowy. Rozerwana siatka ogrodzenia aż prosiła się o to, aby chociaż prowizorycznie ją połączyć, więc spiąłem ją  i... obudziłem się. No tak, mamy już 0.40, pierwszy lipca.  Za oknem dalej wiatr i deszcz, a kot znów miauczy. Dam mu więc jeść i zapiszę ten bardzo wyraźny sen.