Translate

czwartek, 13 lipca 2017

Dotknięcie jaszczurki

 
    Były to słodkie lata. Miałem wtedy około 20 wiosen i nieposkromioną chęć poznawania różnych aspektów życia.  Byłem wtedy mocno pod urokiem pięknej płyty zespołu King Crimson "Lizard". Z upodobaniem słuchałem tej muzyki, wpatrując się od czasu do czasu, jak kręci się czarny krążek na talerzu gramofonu Unitra G-8010. Któregoś dnia 1984 roku, kolega, miłośnik bluesa, rocka, piwa i środków poszerzających zmysłowe doznania, przyniósł kilka papierosów z własnoręcznie wyhodowaną "trawką". Nie znano wtedy szerzej dopalaczy, a młodzi ludzie jeśli koniecznie chcieli, sięgali po marihuanę. Tego fatalnego południa sączyłem dość podłe piwo browaru szczycieńskiego o patriotycznej nazwie "Jurand". Po kilku butelkach i może dwóch wspólnie wypalonych papierosach, świat zawirował mi przed oczami. Zanim zaczęliśmy te eksperymenty, włączyłem czarnego placka - oczywiście "Lizard". Wkrótce leżałem ogłuszony niewielką porcją narkotyku. Do dziś pamiętam, jak niesamowicie wyostrzył mi zmysły, słuch rejestrował każdy szmer z większą czułością, a dotyk towarzysza, który chciał sprawdzić czy żyję, był niczym papier ścierny granulacji 16 ;). Czułem lekkość, podobną do tej, jaką daje alkohol, jednak bez jego ciężaru na żołądku. W końcu jednak (Lizard cały czas pogrywała w tle, niczym prawdziwa jadowita jaszczurka, kąsając moje uszy brzmieniami wybitnie udziwnionymi) postanowiłem wyrzucić z siebie wszystkie te nienaturalne doznania. Miałem wrażenie, że to ze mnie śmieje się Robert Fripp na końcówce "Indoor Games" i podbiegłem do okna. Kolega zdążył złapać mnie za stopy, inaczej nie byłoby co zbierać po tym skoku z czwartego piętra. Wyleczyło mnie to do końca życia z tego typu eksperymentów, ale nie z miłości do muzyki z płyty "Lizard" King Crimson ;).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz